Jestę recenzentę

Tego i owego.

 

Blogerka

Autorka www.JakMalowany.pl

Kontakt: ana.matusevic[at]gmail.com

A niech to żółwie Tasmana, gdyby tak żyć naprawdę!


 Czasami człowiek gubi swoją drogę. Kręci się w kółko, szuka, ale nie wie co zgubił. Stara się z całych sił, ale jest nieszczęśliwy. Jeżeli kiedykolwiek wpadnę w pułapkę poczucia bezsensowności, sięgnę ponownie po tę książkę. Będę ją przechowywać w sejfie, w teczce z dokumentami, a w środku będzie leżała stówka na bilet. W jedną stronę, w zasadzie dokądkolwiek. Bo życie zaczyna się krok od strefy komfortu. 
 
Jack London nie wymaga specjalnej prezentacji. Opowiadanie "A niech to żółwie Tasmana!" napisał tuż przed śmiercią i z losu bohaterów historii wnioskuję, że nigdy nie żałował swoich wyborów. Był awanturnikiem, kłusownikiem, korespondentem wojennym, szmuglownikiem, zwykłym włóczykijem, poszukiwaczem złota. Dla niego świat zawsze stał otworem, rzucał się w wir przygód, bywał bez grosza przy duszy. I jeżeli mam się doszukiwać wątków autobiograficznych (a w swojej twórczości często po nie sięgał), to o sobie napisał "(...) żył jak król. Żył!".
 
Myślę, że w dzisiejszych czasach wszechobecnego materializmu coraz częściej będziemy stawać przed dylematem "być" a "mieć". Być może święty spokój i pewność jutra dla wielu z nas jest najważniejsza, ale jestem pewna, że część obudzi się kiedyś i stwierdzi, że nie ma wspomnień, które mogłyby zainspirować kolejne pokolenie. 
 
Ten tytuł wstrząsnął mną do tego stopnia, że zaczęłam ponownie myśleć nad swoimi wyborami - tymi, których już dokonałam, tymi, które jeszcze przede mną. Myślałam, że Jack London i Karol May już zrobili swoje, wychowali mnie jak trzeba. Okazało się jednak, że gdzieś po drodze w dorosłość zagubiłam ciekawość świata, popadłam w pułapkę oczekiwań innych, pogoni za dobrobytem. A przecież nie taka chciałam być. Nie tędy marzyłam iść.
 
Opowiadanie "A niech to żółwie Tasmana!" opowiada o dwóch braciach, którzy różnią się od siebie jak dzień i noc. Jeden ciężką pracą i zdyscyplinowaniem dorabia się majątku, osiąga poważaną pozycję w społeczeństwie, staje się ważną osobą. Drugi od młodości jest awanturnikiem, wagabundą, łatwo popada w tarapaty, ale zbiera wokół siebie przyjaciół poznanych w niedoli, wędruje w najbardziej niebezpieczne miejsca. Spotykają się w rodzinnym majątku u kresu dni tego drugiego i czytelnik ma okazję przyjrzeć się im obu. Ocenić ich wybory życiowe. Zdecydować, do którego mu bliżej. I co każdy z nich poświęcił, żeby być teraz tam, gdzie jest. Nietrudno zgadnąć, po czyjej stronie są sympatie autora. Jednak wcale nie jest tak, że życie jednego jest lepsze. Każdy z nich musiał coś poświęcić. 
 
Nie wiem, czy London to odpowiedni pisarz dla młodzieży. Kontestuje porządek społeczny, zmusza spojrzeć krytycznym okiem na swoje życie. Woła - miej marzenia, podążaj za nimi i nie odkładaj swojej podróży ani o jeden dzień! Za pieniądze nie kupisz prawdziwych przyjaciół, bo tych poznaje się w najmniej spodziewanym miejscu, w najmniej przyjemnych okolicznościach. I, niestety, stawia przed wyborem, bo London nie uznaje półśrodków.
 
Za to go uwielbiam. Tą małą książeczką przeniósł mnie lata wstecz, wytknął palcem te wszystkie razy, gdy odkładałam bycie sobą na później. Gdy rezygnowałam z marzeń. "A niech to żółwie Tasmana" jest manifestem wszystkich żądnych życia.
Źródło materiału: http://www.misja-ksiazka.pl